jaka kara za pobicie dziecka?

Mam wrażenie, że każdego dnia słyszę informację o kolejnym pobitym/maltretowanym/zaniedbanym/zabitym dziecku przez matkę/ojca/ojczyma/konkubenta...  jestem przeciwna karze śmierci... ale tortury... to zupełnie inna historia...

prawdziwa plaga... 

domyślam się też, że nic tak dobrze się nie sprzedaje, nie "robi" sensacyjnych okładek, jak pobicie dziecka... media cynicznie grają w swoją grę. dolewając oliwy podkreślają, że sprawcy grozi kara do 10 lat więzienia... jedynie. 

we mnie wrze... 

jestem absolwentką wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji na UW. 
Resocjalizacja akurat nie była moim przedmiotem głównego zainteresowania, ale zasady pamiętam i wierzę, że człowiek z natury jest dobry... 

jestem też Matką... 

i wobec doniesień mediów o kolejnych Maleństwach okrutnie pobitych lub nawet zabitych, wobec historii Madzi, Mateuszka, anonimowych Dzieci z Beczki 
z całą stanowczością podkreślam: 
jestem przeciwna karze śmierci...
ale tortury... to zupełnie inna historia.


to od wymiaru sprawiedliwości -  prokuratora, sędziego i adwokata zależy czy pobicie dziecka będzie kwalifikowane jako 
- ("zwykłe") pobicie (kara pozbawienia wolności do lat 8)
- znęcanie/maltretowanie (od 3 miesięcy! do 5/10/12 lat w zależności od stanu ofiary)
- pobicie ze skutkiem śmiertelnym (do 10 lat) 
- zabójstwo (25lat, a może nawet dożywocie) 
i ta dyskusja trwa... 

a ponieważ świat nie jest czarno - biały, to czasem jeszcze dochodzą takie elementy jak umyślność, poczytalność, interpretacja, lepszy/gorszy prawnik i sąd, który jest tylko człowiekiem... 
itd. itp. 

finalnie sprawca powinien iść do więzienia…
(bowiem nie zawsze zostaje orzeczona kara pozbawienia wolności (!) )
wierzę, że największą karą jest wieloletnie więzienie
przestaję wierzyć w resocjalizację (zwłaszcza w skrajnych przypadkach, w polskich warunkach) 

oraz mam nadzieję, że to, co słyszę o polskim więzieniu jest prawdą... 

bowiem tajemnicą poliszynela jest wew. kodeks więzienny. to, że więźniowie mają swoją hierarchię, że nie da się ukryć "za co siedzisz", bo to wszyscy po prostu wiedzą... że w tej hierarchii najniżej są gwałciciele, a jeszcze niżej pedofile i podobno ci, którzy krzywdę robią dzieciom... 
że zdarza się, że w więzieniach kwitnie przestępczość, dochodzi do gwałtów, do rozrachunków, 
nic dziwnego zresztą, bo normy europejskie mówią o minimum czterech metrach kwadratowych dla więźnia, a Polska (10m2/10osób) od lat przegrywa procesy przed Trybunałem ... 
że niedofinansowane służby więzienne odwracają wzrok niczym trzy małpki: "niczego nie widziałem, niczego nie słyszałem, nic nie powiem..." 

i wreszcie, że (niejednokrotnie) to jest (jedyne?) miejsce na społeczne wyrównanie rachunków... 

i choć 10lat za (ciężkie)pobicie dziecka wydaje mi się niewystarczające, to mam nadzieję, że te dziesięć lat mamusia/tatuś/wujek spędzą w polskim najgorszym "pierdlu"

i wtedy cieszę się, że nie jesteśmy tak idealnie "cywilizowanym" krajem, jak np. Szwecja, gdzie więzienia są czyste, jasne i z szybkim internetem... 
i wcale mi się nie spieszy do bycia cywilizowanym człowiekiem. 
to są chwile, gdy moje barbarzyńskie ja odwraca wzrok i myśli, że jest trochę sprawiedliwości na tym świecie... 


ps. dziękuję Mojemu Człowiekowi za inspirującą rozmowę, która stanowiła nieocenioną pomoc w napisaniu tego tekstu
Trwa ładowanie komentarzy...