Marianne postanowiła umrzeć. Teraz. Tutaj

(...) przyszła mi do głowy banalna myśl o tym, że życie toczy się do samego końca i jest jak pudełko czekolady - "nigdy nie wiadomo na co się trafi"

czytam o toczącej się właśnie historii 93letniego (dawnego?) nazisty, który stanął przed sądem po przeszło 70ciu latach. mam nadzieję, że wyrok będzie sprawiedliwy...



patrząc na schorowanego staruszka przyszła mi do głowy banalna myśl o tym, że życie toczy się do samego końca i i jest jak osławione pudełko czekolady - "nigdy nie wiadomo na co się trafi"

do samego końca można spodziewać się sprawiedliwości, wyroku sądowego, kary ...
ale też mogą się zdarzyć przyjemne niespodzianki jak wygrana w totka, narodziny wnuczki,
czy miłość po 60-tce...

bo skoro o tym mowa...
przeczytałam mającą dziś polską premierę kolejną książkę Niny George - "Księżyc nad Bretanią". inną pozycję tej autorki - "Lawendowy pokój" chwaliłam już kiedyś u siebie na blogu. Bardzo lubię tamtą historię (i chyba nie tylko ja, bo powieść okazała się bestsellerem), więc gdy znów dostałam książkę Niny George wiedziałam już, że warto zarezerwować sobie kilka godzin wieczorem na czytanie...
i rzeczywiście.
rozsiądźcie się wygodnie na kanapie...
z kieliszkiem wina/gorącą herbatą/wodą w ręku
sięgnijcie po "Księżyc nad Bretanią"
i zanurzcie się w tej lekturze...

to historia kobiety, która nie zauważyła, że nie żyje. wyszła by umrzeć, a wróciła by żyć. niezwykle optymistyczna opowieść przy której będziesz płakać, bo życie pełne jest niespodzianek i zawsze można zacząć wszystko od nowa. od razu. teraz.

"Marianne postanowiła umrzeć. Teraz. Tutaj. (...) Była to pierwsza decyzja, którą podjęła samodzielnie" i choć miała sześćdziesiąt lat wydawało jej się, że "nieskończoność minęła niczym jeden długi i szary dzień"...

a to był dopiero początek...
to lektura optymistyczna, leniwa, uczciwa, baśniowa, magiczna, niespieszna, intymna
a nade wszystko przypominająca, że "dopóki się nam ziemia kręci się" można być zdumionym obrotem spraw...

tak jak ja mogę być znów zdumiona, że ten rodzaj "kobiecej literatury" tak bardzo mi odpowiada, że mnie relaksuje, ale nie ogłupia. dziwię się niezmiennie, że autorka jest Niemką (wiem, wiem, to tylko stereotypy, niemniej jednak, jak może brzmieć tak delikatna opowieść w języku komend i rozkazów?), i zaskoczona jestem tym, jak wielką mam ochotę na podróż do Francji...

doprawdy magiczna historia ;)

chińskie przysłowie mówi: każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku.
po lekturze "Księżyca nad Bretanią" wypadałoby jeszcze dodać: "nawet ta po 60tce"

a ja mam dla Was mały prezent pod tym linkiem: TU

milej podróży! :)




.
Trwa ładowanie komentarzy...